Zawsze twierdziłam, że życie jest wieczną tęsknotą... Drepcze przy nas jak cień ..ciągle czegoś chce . Już sama nie wiem, czy ona jest akumulatorem do zaspokajania potrzeb, czy ja mam odgrywać rolę zaspokajaczki- by ona umilkła na jakiś czas?...
Bezustannie tęsknię.. za wszystkim..
Za nim, gdy on jest i jego brak, za szumem wiatru, za kawą w szklanej sukience, za chudym śpiewem ptaków, za piwem, które w pubie smakuje najlepiej, za ciepłym szalem babci, za zapachem jego słów, za hałasem - gdy cisza zbyt głośno śpi, za stopami w ciepłym piasku, za kumpelą z VIIIc, za ciepłym kakao po zimnych sankach, za czasem w trakcie- gdy jest już po...
Za jeansami, które musiały iść na emeryturę, bo przeraziły je moje gabaryty - jakoś się nie łamię..:) -wiem, że nogawki trzymają kciuki tęskniąc za mną;)..i jeszcze się spotkamy;)
Tęsknię za pulchnym księżycem, gdy cicho dookoła, za parasolką, gdy deszcz tuli się w moją twarz - a ja akurat nie mam ochoty na amory...
Tęsknię za wiarą i nadzieją -gdy te chamki znów na urlopie...
niedziela, 22 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz